Morze Tasmana – Między Australią a NZ – morze nie wybaczające

Morze Tasmana - Między Australią a Nową Zelandią jest morze które nie wybacza błędów

Andrew McAuley z trudem powstrzymuje łzy. Na plaży jego mały synek i żona machają mu na pożegnanie. – „Po co ja to robię?” – zadaje sobie pytanie australijski podróżnik, co rejestruje kamera zamontowana na jego kajaku. Przed 39-latkiem jedna z największych wypraw, na jaką ktokolwiek się dotąd poważył. McAuley chce być pierwszym człowiekiem, który używając wyłącznie siły swoich mięśni, przepłynie samotnie 1600 kilometrów pomiędzy Australią a Nową Zelandią.

Trzeba przy tym wiedzieć, że trasa na Morzu Tasmana uważana jest za najbardziej nieprzewidywalną i niebezpieczną na świecie. To strefa ryczących czterdziestek, gdzie ekstremalne wiatry znad koła podbiegunowego smagają ocean, wywołując wielometrowe fale, a prądy morskie szarpią wszystko, co porusza się w wodzie i na wodzie. – „To największa przygoda mojego życia” – mówi McAuley, gdy kładzie się spać pod czymś w rodzaju płaszcza namiotowego.

Udaje mu się przetrwać nawet najbardziej gwałtowne sztormy i miesiąc od startu, 9 lutego 2007 roku, jest zaledwie 50 kilometrów od celu podróży. Ale tej nocy nowozelandzka straż przybrzeżna nagle otrzymuje sygnał alarmowy: „Tu kajak 1. Miałem wywrotkę, dryfuję w wodzie, potrzebuję pomocy!” To ostatni znak życia od Andrew McAuleya. Dobę później służby ratunkowe natrafiają na jego kajak. Ciała nigdy nie odnaleziono. Po latach jego żona pisze książkę o ostatniej przygodzie męża. Ale także ona nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, które zadał sobie, opuszczając zatokę. Tymczasem cztery lata temu Nowozelandczyk Scott Donaldson został pierwszym człowiekiem, któremu udało się przepłynąć kajakiem Morze Tasmana. Morze które stało się grobem jego poprzednika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.